Chyba niewielu było takich którzy spodziewali się takich rozstrzygnięć jakich świadkami byliśmy w ten czwartek. Zaczęło się od porażki Niemców z Chorwacją. Nasi niedzielni pogromcy byli przez większość meczu tylko tłem dla Chorwatów. Tym razem zobaczyliśmy całkowicie bezradnych Niemców - przegrali 2:1 a mogli stracić więcej goli.
Taki wynik meczu był dla biało-czerwonych niekorzystny bo przy wygranej Chorwacji nawet wygranie przez Polaków dwóch kolejnych meczy mogło oznaczać zajęcie trzeciego miejsca w grupie (zadecydowała by ilość zdobytych i straconych bramek).
Gdy nasi wybiegli na boisko, chyba nie było w Polsce kibica przekonanego, że mecz z Austrią wygramy. Jak było - każdy widział i z pewnością będzie to mecz do którego nie będzie się chciało wracać.
Warto a nawet trzeba jednak przy tej okazji przypomnieć, że gdyby nie rewelacyjna gra Artura Boruca to w pierwszych 20 minutach meczu mogło już być 2:0 a nawet 3:0 dla Austriaków, warto przypomnieć, że sędzia tego meczu mylił się WIELOKROTNIE i to w ważnych momentach (bramka dla naszej reprezentacji padła ze spalonego, co bardzo dokładnie pokazywano potem we wszystkich europejskich kanałach sportowych a karny dla Austriaków to być może jedna z najbardziej dyskusyjnych decyzji w trakcie tych mistrzostw.
Szkoda, że to właśnie nasza reprezentacja padła ofiarą decyzji sędziego, która przez wiele lat będzie przez nas Polaków wspominana a wieczór i noc z 12 na 13 czerwca była inna niż sobie wyobrażaliśmy. Szkoda, szkoda, szkoda...